Maseczka - peeling sodowy | DIY


Na peeling sodowy trafiłam jakiś czas temu w internecie. Na początku nie byłam przekonana, co do jego testowania, bo uważałam, że może być zbyt agresywny do stosowania na twarz. Jest on jednak tak łatwy w przygotowaniu, że postanowiłam zaryzykować.

Świąteczna migawka


Święta. Zapach zielonej choinki, smak czerwonego barszczu z uszkami, blask wesoło igrającego płomienia świecy, kruchość mieszczącego miliony życzeń opłatka, skrzypienie białego puchu pod stopami w drodze na pasterkę, ciepły dotyk bliskich. Każdy czeka na swój ulubiony moment w świętach. Chciałam w tym roku dłużej zatrzymać ten wyjątkowy czas i stąd dzisiejsza migawka świąteczna. Mam nadzieję, że choć trochę oddaje magiczny nastrój ostatnich dni.

"Dowód" Eben Alexander


Tę książkę przeczytałam już dość dawno, chyba jakoś w wakacje. Jednak cały czas odkładałam jej recenzję na blogu. Teraz, kiedy zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, wydaje mi się, że nie mogłam trafić na lepszy czas do zachęcenia was do jej przeczytania.

Liebster Blog Award 2014


Dziękuję bardzo Hairoutine za nominację do Liebster Blog Award 2014. To dla mnie duże wyróżnienie. Wcześniej spotkałam się już z tym na kilku innych blogach, ale do głowy by mi nie przyszło, że sama wezmę w tej zabawie udział, a tu taki prezent na święta :)

Dziwactwa mojego kota, czyli dlaczego czasami myślę, że jest psem?


Oto mój kociak, czyli Gacek (spójrzcie na jego uszy na pierwszym zdjęciu powyżej), chociaż nikt go tak nie nazywa. Wolimy wołać do niego per kot, a ja jestem jeszcze bardziej twórcza, bo mówię na niego żabko, rybko, ostatnio mysiek, a jak mnie zdenerwuje, to zdarza mi się "Ty mała krowo", więc jakby ktoś tego posłuchał, pomyślałby pewnie, że hoduję całe zoo u siebie. W zasadzie Gacuś robi bajzel jakbym miała całe zoo, więc podsłuchiwacz wiele by się nie pomylił. Nie chcę jednak mówić o wszystkim na raz, więc zacznijmy od początku...

DIY | Doniczka na święta i nie tylko...


Co roku w sklepach pojawia się tysiące świątecznych ozdób i bibelotów i wiele z nich woła do mnie: "Weź mnie, weź mnie, stworzę świąteczny nastrój!". Odmawianie im przychodzi mi często z wielkim bólem, ale niektóre z nich cenią się niestety zbyt wysoko. Od kiedy mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu cenię sobie tanie i proste sposoby na odmianę otaczającej mnie przestrzeni, najlepiej takie typu "Zrób to sam". Ostatnio kupiłam poinsencję znaną lepiej jako "gwiazda betlejemska" i brakowało mi dla niej doniczki, jak sobie z tym poradziłam?  Zapraszam na dzisiejszy wpis.

"Zostań, jeśli kochasz"


Wczoraj zaproponowałam mojemu ukochanemu wieczór filmowy. Jednak kiedy usłyszał, że chcę obejrzeć "Zostań, jeśli kochasz", nie był wniebowzięty. Napotkałam opór poparty słowami "Nie chcę oglądać czegoś na podobieństwo "Gwiazd naszych wina". Zrobiłam smutną minkę i po chwili udało mi się go przekonać;) Czy było warto?

Paletki cieni do powiek | Co ja bym bez nich zrobiła?


Jeszcze do niedawna w mojej kosmetyczce lądowały tylko pojedyncze cienie do powiek. Było to jednak niepraktyczne ze względu, że ciężko było mi skompletować zestawy ładnie przenikających się i współgrających odcieni, a do tego wpasowujących się w mój typ urody. Na pomoc przyszły mi paletki cieni, których kolory zostały już dobrane, aby ładnie się wspólnie komponowały. Zapraszam was dzisiaj na przyjemny kosmetyczny post o moich dwóch ulubieńcach w kategorii cieni do powiek.

Pierwszy śnieg | Okiem fotografa amatora


W ostatnim tygodniu odwiedziłam rodzinny dom. Miałam czas, żeby odpocząć, trochę się zatrzymać i pomyśleć o wydarzeniach ostatnich tygodni. Też tak macie, że nic nie koi waszej duszy lepiej niż rozmowy z mamą albo z inną bardzo bliską dla was osobą? Jednak dzisiaj nie temu chciałam poświęcić wpis. W jeden z tych dni, który spędziłam w domu, cały dzień padał śnieg. Pierwszy śnieg. Niestety przez dodatnią temperaturę prawie od razu się topił, ale udało mi się uchwycić taką jesieniozimę moim niewprawnym fotograficznym okiem. Zapraszam :)

Denko


Nie wiem, jak wy, ale ja bardzo lubię denkowe posty na blogach. Mam wtedy w jednym miejscu krótkie i treściwe opinie kilku kosmetyków. Zawsze podziwiałam dziewczyny za to, że udaje im się uzbierać tyle pustych opakowań i czasami nawet co miesiąc. Jednak ostatnio udało się również i mnie! Jak już zaczęły się kończyć, to pięć produktów na raz. Zapraszam na mój pierwszy denkowy post.

Moja piramida włosowa


Już dość długo nie poruszałam na blogu tematu włosów. Dla moich nadal poszukuję kosmetyków idealnych, które pozwolą na dobre wyrzucić z mojego słownika zwrot "bad hair day", co niestety nie jest proste. Udało mi się jednak ustalić optymalny plan pielęgnacji i chciałabym go wam dzisiaj przedstawić w formie popularnej piramidy włosowej.

Jesienioumilacze


W tym roku jesień jest dla nas wyjątkowo łaskawa. Słoneczna, ciepła, kolorowa, obfitująca w jabłka, śliwki, gruszki i inne pyszne owoce. Taka prawdziwa polska "Złota Jesień". Mamy już koniec października, a dopiero dwa dni temu zrobiło się naprawdę zimno. Podejrzewam, że większość z nas nie przepada za tą częścią jesieni, która kojarzy nam się z deszczem, błotem, wiatrem i zimnem. Jednak mamy swoje sposoby, żeby uczynić to oblicze jesieni bardziej znośnym, a wręcz przytulnym. Niezbędne do tego są tak zwane "jesienioumilacze".

Być Kobietą | Podsumowanie wyzwania fotograficznego i życiowego


Być kobietą. To dla mnie coś oczywistego, bo przecież jestem kobietą. Tylko czy na pewno? W pędzie codziennego życia bardzo często zapominamy, co tak naprawdę oznacza dla nas bycie kobietą i jakich przyjemności możemy z tego faktu doświadczać. Natalia z bloga jestrudo ogłosiła wyzwanie fotograficzne, a przede wszystkim życiowe, aby dać nam, kobietom, motywację do przypomnienia sobie o naszej kobiecości i dopieszczeniu jej. Co mnie dała ta akcja? Zapraszam na podsumowanie.

Zaręczyny | Jak to jest być narzeczoną?


Stało się. 5 października 2014 roku przyjęłam oświadczyny mojego ukochanego. Przed tym dniem wyobrażałam go sobie na 1001 sposobów, a i tak nie przewidziałam ani dokładnie kiedy, ani jak to się stanie. Jesteście ciekawi jak to u mnie wyglądało i jakie są moje wrażenia? Zapraszam do czytania.

"Lucy"


Ostatnie 5 dni spędziłam w Warszawie. Taki krótki wypad z ukochanym do stolicy nie mógł się odbyć bez wizyty w kinie, ponieważ oboje uwielbiamy oglądać filmy. Nasz wybór po długiej dyskusji padł na "Lucy".

Manicure | Jak pielęgnuję moje paznokcie?



Dzisiejszy wpis chcę poświęcić pielęgnacji paznokci i dłoni, która jest dla mnie bardzo ważna. Uważam, że zadbane dłonie powinny być wizytówką każdej kobiety. Pokażę wam dzisiaj, jak wygląda mój tradycyjny manicure i przedstawię kilka moich sprawdzonych produktów, które mogę wam polecić z czystym sumieniem.

Crema al Latte | Mój Kosmetyk Wszechczasów


Tytuł postu mówi już wszystko. Mój portfel, mój nos i moje włosy pokochały ją od pierwszego spotkania. Na dzień dzisiejszy jest to maska, która ma stałe miejsce na mojej łazienkowej półce i jest pewniakiem, kiedy muszę dobrze wyglądać. W blogosferze prawdopodobnie napisano o niej już wszystko, ale i tak dorzucę moje trzy grosze.

Invisibobble | Innowacyjne gumki do włosów

 
Muszę się wam przyznać, że jestem bardzo podatna na wszelkiego rodzaju rozreklamowane nowości. Już od pewnego czasu marzył mi się zakup gumek invisibobble, ale niestety nie mogłam ich dostać stacjonarnie, a internetowe zakupy zawsze odstraszają mnie ceną przesyłki. Na szczęście trafiła się odpowiednia okazja i do koszyka w Mintishop wrzuciłam również bohatera dzisiejszego wpisu. Kiedy mój chłopak zobaczył invisibobble, stwierdził, że mógł mi sam zrobić taką gumkę ze starego kabla od telefonu. Czy naprawdę jest ona warta tyle co stary kabel? Zapraszam was na dzisiejszy wpis.

Niedziela dla włosów (5)


Włosami zajęłam się wczoraj. W końcu udało mi się wypróbować zabieg, z którym wiązałam wielkie nadzieje i byłam pewna, że będę zachwycona z efektów. Co to za zabieg i czy naprawdę uczynił na mojej głowie włosowy cud? Przekonajcie się sami!

Jak się pakować i nie zwariować? | Cz 2. Ubrania


W zasadzie to z pakowaniem ubrań, jeśli jedziemy samochodem, nie ma większego problemu, bo możemy wziąć tyle rzeczy ile tylko pomieści nasz samochód. Problem pojawia się głównie wtedy, kiedy lecimy samolotem i mamy ograniczoną wagę bagażu. Założę się jednak, że również w pierwszym przypadku nasze samopoczucie nie jest najlepsze, kiedy na wakacjach zamiast odpoczywać stresujemy się tym, że mimo góry rzeczy i tak nie mamy się w co ubrać. Kilkoma prostymi wskazówkami postaram się pomóc wam uporać się z wyborem odpowiedniej wakacyjnej garderoby.

Jak się pakować i nie zwariować? | Cz 1. kosmetyki



Wakacje to sezon na wszelkiego rodzaju podróże. Zarówno te krótkie, jak i te długie. Pozwolę sobie na ogólne stwierdzenie, że wszyscy je uwielbiamy. Jednak z podróżami łączy się pakowanie walizek, a to niestety uwielbiamy już znacznie mniej. Ile razy zdarzyło się wam, że spakowałyście zbyt dużo rzeczy, a i tak nie miałyście się w co ubrać lub czegoś zwyczajnie zapomniałyście? Mnie również to spotykało, ale w tym roku postanowiłam sobie, że poskromię pakowanie! Jak mi się to udało? Wystarczył odpowiedni plan i zmiana nastawienia. Zapraszam was na krótki cykl 2 wpisów na ten temat. Dzisiaj zaczniemy od kosmetyków.

Niedziela dla włosów (4)


Dzisiaj zapraszam was na kolejny post z cyklu niedziela dla włosów. Muszę przyznać, że chciałam, aby efekt  był widoczny w niedzielę, ale samymi włosami zajmowałam się od czwartku do soboty. Co z nimi zrobiłam i czy efekty są zadowalające? Oceńcie sami!

Wyzwanie fotograficzne: ulubione miejsce

 
Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu fotograficznym na Vademecum Blogera pt. ulubione miejsce. Zanim zabrałam się do robienia zdjęć musiałam się dobrze zastanowić, jakie jest moje ulubione miejsce i przyznam szczerze, że nie było to łatwe zadanie. W zasadzie muszę się przyznać, że nie wybrałam tylko jednego miejsca, a trzy. Serdecznie zapraszam do obejrzenia mojej odpowiedzi na to wyzwanie.

Tutti Frutti - cukrowy peeling do ciała


Lato w pełni. Na zewnątrz piękne słońce i wysokie temperatury, które niestety dają nam się we znaki. W takie dni szukamy orzeźwienia w różnej formie. Woda z cytryną i miętą. Zimny prysznic. Zamieniamy również ciężkie czekoladowe kosmetyki na te o lżejszych owocowych nutach. Chcemy, żeby nie tylko pielęgnowały nasze ciało, ale były również rozkoszą dla zmysłów. Firma Farmona właśnie takim hasłem zachęca nas do swojego cukrowego peelingu do ciała Tutti Frutti kiwi i karambola. Czy jest to naprawdę "Owocowa rozkosz, która zniewala zmysły i ciało!" ?

Makaron i łosoś, czyli moja wariacja obiadowa...

Dzisiaj mam dla was mój przepis na obiad. Myślę, że jest on całkiem zdrowy, ale i tak samo kaloryczny. Tak czy inaczej bardzo smaczny :)

Składniki:
  • filet surowego łososia (jeśli lubicie może to być łosoś wędzony)
  • cebula
  • śmietana 500ml
  • łyżka mąki
  • pęczek pietruszki
  • makaron
  • olej
  • sól, pieprz

Przyrządzanie:

Najpierw polecam ugotować makaron, może być penne albo wstążki, zależy co kto lubi najbardziej.
Następnie na patelni rozgrzewamy olej i smażymy łososia po obu stronach. Zdejmujemy go z patelni i rwiemy na małe kawałki(jeśli używacie łososia wędzonego, to oczywiście go nie smażycie, a po prostu kroicie w wąskie paseczki). Teraz możemy pokroić pietruszkę i cebulę w kostkę.


Na patelnię, na której smażyliśmy łososia wrzucamy cebulkę i smażymy do jej zeszklenia, mieszając od czasu do czasu. W między czasie w miseczce rozrabiamy łyżkę mąki z wodą, żeby wyszła wam taka nie za gęsta papka (zdjęcie środkowe) i do tego dajemy trochę śmietany i dokładnie mieszamy, żeby nie było żadnych grudek z mąki (zdjęcie po prawej). Następnie, jeśli cebula już się ładnie zeszkliła, to dodajemy na patelnię zawartość miseczki i wlewamy całą śmietanę. Teraz trzeba mieszać tak długo aż sos zgęstnieje i się zagotuje. Powinien wyglądać jak ten na zdjęciu po lewej.


 Na samym końcu dodajemy łososia i pietruszkę i doprawiamy do smaku solą i pieprzem.



SMACZNEGO!


Kulturalny wtorek(3)


Witam was serdecznie w kolejnym kulturalnym wtorku. Dzisiaj chcę opowiedzieć wam o filmie, który po wyjściu z kina nie pozwolił mi o sobie zapomnieć i jeszcze na wiele godzin zostawił mnie z mętlikiem w głowie. O jakim filmie mowa?

 
Muszę się przyznać bez bicia, że na "Transcendencję" skusił mnie głównie Johnny Depp <3, a poza nim trudnie brzmiący tytuł. Oto opis filmu, który znalazłam na filmwebie:
 
"Doktor Will Cater (Johnny Depp) jest wybitnym badaczem sztucznej inteligencji. Naukowiec pracuje nad stworzeniem maszyny posiadającej kolektywną inteligencję i ludzką wrażliwość. Jego kontrowersyjne eksperymenty przynoszą mu sławę, ale także wielu wrogów. Wkrótce staje się celem ekstremistów, którzy zrobią wszystko, aby powstrzymać jego projekt. Podczas jednej z podjętych prób zniszczenia dzieła naukowca, ludzie ci niespodziewanie przyczyniają się do sukcesu badań. Will ginie, a jego umysł zostaje przeniesiony przez żonę (Rebecca Hall) oraz przyjaciela Maxa Watersa (Paul Bettany) do stworzonego komputera."
 
"Transcendencja" to dramat połączony z science fiction. Film jest naprawdę bardzo wciągający i wyrabia w nas pewną opinię, którą potwierdza każda scena i dialogi między bohaterami. Na końcu jednak okazuje się, że to czego byliśmy tacy pewni nie musi być wcale prawdą i wtedy przychodzi wstyd i zmieszanie, że strach przed nieznanym nie pozwolił nam właściwie określić zagrożenia oraz szansy na lepszą przyszłość.
 
Tematyka filmu może nam się wydawać odrealniona, w końcu to science fiction i o ile w filmie są sceny, które uważam, że nigdy nie będą miały miejsca, to sama dyskusja na temat wad i zalet utworzenia sztucznej inteligencji, która będzie samoświadoma, która będzie rozumiała i odczuwała ludzkie emocje jest jak najbardziej potrzebna. Wizja czegoś, co będzie milion razy mądrzejsze od człowieka, bo w każdej chwili może korzystać ze wszystkich baz danych dostępnych w sieci, a do tego mające wolną wolę, może dać, nam ludziom, zarówno ogromne nadzieje i szanse na szybki postęp w wielu dziedzinach nauki, ale może być również niebezpieczeństwem z jakim żaden człowiek nie będzie sobie w stanie poradzić. I tutaj możemy sobie postawić pytanie: Czy strach przed nieznanym i tendencja do wiary w czarne scenariusze powinny nam przesłaniać tę optymistyczną wersję, w której wszyscy żyją długo i szczęśliwie? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam wam.
 
Mam nadzieję, że was zaciekawiłam i zachęciłam do obejrzenia tego filmu, bo myślę, że naprawdę warto go obejrzeć i zastanowić się nad tym tematem.

Wiosna, ach to ty!

Witajcie!
Muszę przyznać, że blogowanie nie było ostatnio moim priorytetem i możliwe, że jeszcze do 12 czerwca nie będzie. Niestety studia nie pozwalają mi się w to zagłębić tak, jak bym chciała, a nie chciałabym robić tego na pół gwizdka, bo szybciej się zniechęcę. Podczas ostatniego tygodnia miałam trochę wolnego i postanowiłam poszukać trochę inspiracji dotyczących robienia i obróbki zdjęć. Bardzo spodobała mi się strona PicMonkey dostępna online z większością funkcji bezpłatnych.

Moimi modelami były kwiaty:) Są one bardzo fotogeniczne i nawet na nieumiejętnie zrobionych zdjęciach prezentują się pięknie.  Zapraszam was do obejrzenia mojej krótkiej galerii, która mam nadzieję nastroi was optymistycznie, bo tworzenie jej sprawiło mi ogromną przyjemność i do zobaczenia już niedługo!
 
 
 
 




 

 
 

Koniec akcji "Marzec - miesiącem olejowania"

 Witajcie. Dzisiaj chciałabym przedstawić moje wrażenia i efekty po akcji "Marzec - miesiącem olejowania". Przed akcją po pierwszym olejowaniu moje włosy prezentowały się tak:

Zdjęcie zostało zrobione bez flesza, telefonem komórkowym. Jednak przy dobrym oświetleniu jakość jest porównywalna z przyzwoitym aparatem.
Przez miesiąc miałam olejować włosy przed każdym myciem. Ze względu, że musiałam myć włosy co dwa dni było to do zrobienia. Na pół godziny pod czepek nakładałam olejek Babydream fur Mama, a potem trzymałam jeszcze pół godziny lub godzinę. Następnie nakładałam maseczkę Biovax do włosów ciemnych. Pierwszy tydzień był cudowny, moje włosy były po każdym takim zabiegu niesamowicie błyszczące i miękkie. Jednak w drugim tygodniu  musiałam już myć włosy codziennie, ponieważ po wieczornym myciu, następnego dnia wieczorem włosy wyglądały już na nieświeże. Tak częste olejowanie wzmożyło przetłuszczanie się moich włosów. Poza tym zauważyłam, że coraz więcej włosów zostaje w brodziku i na szczotce. Postanowiłam, że muszę ograniczyć olejowanie i wykonywałam je co drugie mycie. Wytrwałam w tym do końca marca. A oto efekty:
 
Zdjęcie z fleszem i bez flesza po ostatnim olejowaniu (30.03.2014)
 
Zdjęcie bez flesza w słońcu po umyciu jedynie szamponem i nałożeniu odżywki Garniera z awokado masłem karite(1.04.2014)
To, co mi się rzuca w oczy, to zmiana koloru. Prawdopodobnie henna już się zupełnie wymyła. Na zdjęciach nie widzę jakiejś kolosalnej poprawy stanu moich włosów. Jednak na co dzień bardziej się błyszczą, kiedy ich nie olejuję, co może oznaczać, że są bardziej odżywione. Zwiększone wypadanie spowodowało niestety zmniejszenie objętości moich włosów, ale po tygodniu odpoczynku ich przetłuszczanie i wypadanie ograniczyło się. Jeśli chodzi o sam olejek, to lepsze efekty widziałam po olejku Nuxe.
 
Podsumowanie: Na pewno nie zdecyduję się, aby kontynuować tak częste olejowanie, ponieważ nie służy to moim włosom i skórze głowy.

W kwietniu stawiam na odżywienie i zagęszczenie moich włosów od wewnątrz i piję od tygodnia skrzypokrzywę.


Niedziela dla włosów(3)


Dzisiejsza niedziela dla włosów w zasadzie jest bardziej zapowiedzią mojej pielęgnacji, której zamierzam się trzymać przez cały miesiąc, ponieważ biorę udział w akcji "marzec miesiącem olejowania: organizowanej przez Anwen. Bohaterem tego miesiąca będzie olejek Babydream fur Mama.

 
Będę go nakładać na włosy przed każdym myciem, czyli zazwyczaj co 2 dni. Oczywiście dopuszczam, że mogę nie mieć danego dnia zupełnie czasu na olejowanie, a włosy będę musiała umyć, więc mogą zdarzyć się drobne odstępstwa od powyższej reguły, ale generalnie zamierzam jej przestrzegać.
 
Olejek zamierzam trzymać 1-2h, a potem na 15-30min nakładać maseczkę Biovax do włosów ciemnych. Będę myła włosy Ziajką i raz w tygodniu szamponem z SLS. Następnie nałożę odżywkę Nivea Long Repair lub Garnier z olejkiem z awokado i masłem karite. Spłuczę włosy chłodną wodą i być może czasami użyję płukanki malinowej z Yves Rocher. Na koniec zabezpieczę końcówki CHI lub serum wzmacniającym A+E z Biovaxu. Dodam jeszcze, że został mi ostatni miesiąc(z 3) suplementacji inneov.
 
Taką niedzielę zafundowałam moim włosom wczoraj(użyłam produktów pogrubionych). W zasadzie jedyną nowością, której działania na moje włosy nie znam, to właśnie olejek BD i w marcu nie zamierzam wprowadzać nic nowego, żeby zobaczyć, co zdziała u mnie ten olejek i z taką częstotliwością, której jeszcze nie próbowałam.
 


 
A tak w prezentują się moje włosy po niedzieli dla włosów. Jest to też zdjęcie przed akcją, do którego wrócę po miesiącu. Zamierzam skrócić trochę końcówki (ok.2cm), bo niektórym należy się już emerytura, ale myślę, że nie powinno to za bardzo wpłynąć na efekty.



Nivea prosto z reklamy

Zadaniem reklamy jest zachęcenie nas do zakupienia konkretnego produktu. Najczęściej jednak reklamy działają nam nerwy, a szczególnie, kiedy ich długość to w sumie 1/3 filmu. Niektóre nas bawią, a inne po prostu zapadają w pamięci. W każdym razie zazwyczaj spełniają swoją rolę, bo nieświadomie sięgamy chętniej po reklamowane rzeczy, niż po te, które widzimy pierwszy raz na oczy.

Reklama produktu, o którym dzisiaj chcę napisać, zadziałała na moją wyobraźnię. Zobaczyłam, jak moje wieczory, kiedy jestem baaardzo zmęczona, stają się dużo przyjemniejsze i produkt ten pozwala mi szybciej wskoczyć do łóżka, a rankiem, kiedy (znowu!) jestem spóźniona nie muszę czekać z ubieraniem się aż się wchłonie. O jakim produkcie mowa? Oczywiście o balsamie pod prysznic Nivea. Czy spełnił moje wyobrażenia? Przekonajmy się :-)


Pierwsze, co mogę o tym balsamie napisać, to na pewno to, że jest bardzo wygodny w użyciu i dla leniuchów takich, jak ja, sprawdza się idealnie. Po umyciu się żelem, kiedy na włosach cały czas leży odżywka, zakręcam na chwilę wodę i rozpoczynam smarowanie. Nie trwa to dłużej niż pół minuty. Naprawdę! Ręka z balsamem sunie po mokrej skórze, jak łyżwy po lodzie ;-) Kiedy użyłam go po raz pierwszy myślałam, że nic na mojej skórze nie zostaje, a wszystko spływa razem z kroplami wody. Bardzo się jednak myliłam. Spłukałam ciało wodą, tak jak zaleca producent i jakie było moje zdziwienie, kiedy woda spływała po mnie jakbym była otoczona jakąś ochronną warstwą. Mimo dłuższego przebywania w strumieniach wody (bo trzeba jeszcze spłukać odżywkę i pochlapać włosy płukanką octową), nic się w tej kwestii nie zmieniało. Po wytarciu się ręcznikiem skóra była miękka i nawilżona, lepiej niż po niejednym klasycznym balsamie. Nie musiałam też czekać aż się wchłonie i mogłam od razu się ubrać bez obawy, że cały kosmetyk wchłonie się w ubranie, a nie we mnie.

Pierwsze wrażenie było zdecydowanie pozytywne. Moja skóra należy jednak do grupy bardzo suchych i potrzebujących nawilżenia. Wiele balsamów na początku daje uczucie świetnego nawilżenia, ale na dłuższą metę mojej skórze to nie wystarcza. Niestety tak było i w tym przypadku. Mimo tego, że używałam go codziennie wieczorem, to po tygodniu zaczęłam się "sypać". Balsam jest jednak przeznaczony do skóry suchej i w zasadzie nie mam mu za złe, że nie dał sobie rady z moją skórą. Poza tym prysznic biorę zazwyczaj co drugi dzień, więc używanie tylko jego byłoby zupełną głupotą. Sprawdza się za to bardzo dobrze w zestawie z moją ukochaną Neutrogeną. Poza tym jest bardzo wydajny. Naprawdę niewielka ilość wystarcza, żeby posmarować całe ciało.

Podsumowanie:
Bardzo łatwy w aplikacji, wydajny, pozostawia skórę miękką i gładką. Nie trzeba czekać aż się wchłonie. Nie nadaje się, żeby używać go samodzielnie do bardzo suchej skóry. Lepiej sprawdza się w zestawie z normalnym balsamem.






Ja zaprzyjaźnię się z nim na dłużej, a wy miałyście już z nim styczność lub zamierzacie go wypróbować? Jak wasze wrażenia?