Jak zostać optymistą zimą na dworcu PKP?

Czy 150-minutowe spóźnienie pociągu może mieć swoje zalety? Szczególnie jeśli na dworze jest -10, a na dworcu grzejniczki-mikruski i ludzie chodzący w tę i spowrotem, ciągle otwierający drzwi. Cóż, na spóźnienie pociągu nie mamy za bardzo wpływu, ale na własny nastrój już tak. Dlatego śmiało stwierdzam, że takie opóźnienie naszej podróży ma swoje zalety! Zapraszam na analizę mojego pokrętnego myślenia:-)

Malowanie henną

Jak zapowiadałam dzisiaj opowiem wam trochę o moim pierwszym spotkaniu z henną, które miało miejsce w czwartek. Zacznę nietypowo, bo od efektów:
 
 
Na zdjęciach przed malowaniem sporym minusem jest to, że były robione wieczorem. Widać na nich zmyty i wypłowiały szampon koloryzujący Casting z firmy Loreal  kolor: ciemna czekolada. Włosy były myte 2 razy szamponem oczyszczającym z SLS, aby całkowicie oczyścić je przed malowaniem, tak jak zalecał producent farby. W zasadzie zdjęcia mówią wszystko. Efekt jest moim zdaniem niesamowity. Włosy są błyszczące, mają śliczny kolor i wyglądają na zdrowsze. Poza tym są mega gładkie, sypkie i miękkie w dotyku. Mam ogromną nadzieję, że będą takie po każdym myciu. Jednak zanim ogarnął mnie zachwyt nad efektami, musiałam je pomalować... I to jest niestety dużo mniej przyjemne.
 
                                                                    Malowanie                                                                     
 
W opakowaniu, które zamówiłam w sklepie internetowym helfy <klik> był:
 
  • czepek,
  • rękawiczki,
  • instrukcja po polsku do wszystkich rodzajów henn, które oferują 
  • książeczka obcojęzyczna.
 
Sama przygotowałam jeszcze:
  •  
  • miseczkę, w której rozrobiłam hennę,
  • kuchenną łyżkę do mieszania
  • ręcznik, którego nie żal mi było pobrudzić.
 
Przygotowania rozpoczęłam w kuchni od otwarcia opakowania z proszkiem. Pierwsze, co mi się bardzo nie spodobało, to zapach. Henna po prostu strasznie śmierdzi, naprawdę nie da się tego inaczej nazwać. Próbując nie zwracać na to uwagi, podgrzałam wodę do ok. 50'(kierowałam się intuicją;) i zalewałam stopniowo cały czas mieszając do uzyskania nie za gęstej, nie za rzadkiej papki. Niestety w zetknięciu z gorącą wodą zapach henny tylko się wzmocnił i było ją czuć w całym mieszkaniu.
 
Po lekkim ostygnięciu (tak żeby była ciepła, nie gorąca) do nałożenie jej na głowę poprosiłam mojego chłopaka. Tutaj muszę mu serdecznie podziękować, bo spisał się na medal <3 Hennowej papki było dużo, więc starczyła spokojnie na pokrycie moich włosów. Nie używaliśmy do tego żadnych narzędzi, tylko własne ręce. Niespodzianką było to, że henna zastygała na głowie i tworzyła twardy hełm, co nie pomagało w malowaniu, ale jakoś się udało.
 
Nałożyłam czepek, owinęłam go ręcznikiem i tak siedziałam 3h, ponieważ zależało mi na ciemnym kolorze, który jednak wyszedł i tak jaśniejszy niż oczekiwałam. Zmywanie henny również nie należało do najprzyjemniejszych. Przede wszystkim trwało bardzo długo zanim woda stała się zupełnie czysta, a do tego włosy były sztywne, tępe w dotyku i strasznie się plątały. Zapomniałabym o najważniejszym, niestety przejęły zapach henny i utrzymywał się on aż do umycia ich, czyli do sobotniego wieczora. Kiedy włosy wyschły, widać było, że są ciemniejsze i nawet lekko się błyszczały, ale bardzo trudno było je rozczesać, bo bardzo się plątały. Dwa dni przesiedziałam w koczku, żeby nie mieć problemów. 
 
Nadszedł upragniony sobotni wieczór. Pielęgnacja, którą zastosowałam jest widoczna na zdjęciu poniżej.

 
1. Olejowanie suchym olejkiem Nuxe <klik>  (ok.1h)
2. Maseczka L'biotica Biovax do włosów ciemnych, żeby związała olej (ok. 0,5h)
3. Umycie włosów szamponem Babydream
4. Odżywka Garnier Ultra doux z olejkiem z awokado i masłem karite
5. Końcówki zabezpieczyłam serum L'biotica Biovax A+E
 
                                                                     Podsumowanie                                                              
 
Mimo całej nieprzyjemności związanej z zapachem, nakładaniem i zmywaniem henny, zdecydowanie kupię ją jeszcze nie raz. To jak wyglądają teraz moje włosy, było tego wszystkiego naprawdę warte.
 
A co wy sądzicie o efektach, które uzyskałam? Czy wysiłek, który trzeba w to włożyć jest wart efektów? A może same malujecie włosy henną lub zamierzacie je pomalować?

Moje bestsellery kosmetyczne

Wczorajszy dzień obfitował u mnie w same pozytywne wieści i naładował mnie optymistycznie na najbliższe dni! Jestem obecnie w okresie przedsesyjnym, który niesie ze sobą mnóstwo zaliczeń i nie ma nic piękniejszego niż zobaczyć wymarzoną liczbę punktów z jednego kolokwium, a już z dwóch tego samego dnia, to w ogóle jest pełnia szczęścia<3
Nie odchodząc za daleko od tematu szczęścia, chcę się podzielić z wami moimi ulubieńcami kosmetycznymi, którym jestem wierna od dłuższego czasu oraz o ostatnich odkryciach, które na pewno zostaną ze mną na dłużej. Podzieliłam je na 3 kategorie:

1. Seria Neutrogeny z maliną nordycką

Mam skórę bardzo, bardzo suchą i jak na razie jedynie balsamy Neutrogeny są w stanie utrzymać ją nawilżoną, nawet jeśli używam ich tylko wieczorem, bo rano nie mam czasu. Seria z maliną nordycką urzekła mnie swoim pięknym nienatrętnym zapachem. Krem do rąk szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy, a mimo to uczucie nawilżenia pozostaje na długo. Pomadkę kupiłam w tym roku pierwszy raz i jest pierwszą, po której mam wrażenie, że moje usta są naprawdę chronione przed czynnikami z zewnątrz i jednocześnie odżywione.
Cena: balsam 24,99zł/400ml; krem do rąk 13,89zł/75ml pomadka 8,99zł Rossmann

2. Płyn micelarny Bioderma Sensibio H2O

Odkryłam go dzięki Glossybox w październiku. Niesamowicie delikatny również dla skóry wokół oczu. Bardzo dobrze radzi sobie z makijażem, również tym wodoodpornym. Zaletą jest również dozowanie. Nie wiem, czym ten koreczek różni się od innych, ale przy tym płynie na wacik nie wylewa mi się od razu pół butelki, a dzięki temu wydajność też jest lepsza.
Cena: ok 42zł/2x250ml apteki internetowe

3. Krem do twarzy Yves Rocher Hydra Vegetal

Jest to krem nawilżający do skóry normalnej i mieszanej z filtrem SPF 25. Pierwszy raz z inną jego wersją zetknęłam się w wakacje 2012 w gazecie, do której dołączono gazetkę YR z próbką. To była miłość od pierwszego użycia. Krem ma lekką konsystencję, przyjemny świeży zapach ogórka, dobrze się rozsmarowuje, a skóra jest po nim przyjemnie gładka i nawilżona. Makijaż trzyma się na nim bez zarzutu. Jestem w trakcie 5 słoiczka i niedługo wybieram się do YR po kolejne 2 z ulotką dla stałych klientek (w tym miesiącu 2 takie same produkty w cenie jednego + kieszonkowe lustereczko)
Cena: 39zł/50ml sklepy YR


1. Serum do końcówek Avon Advance Techniques

Serum z Avonu przeznaczone jest do suchych i zniszczonych końcówek. Jego zaletą jest to, że mogę go używać zarówno na mokre jak i suche włosy, bo nie pozostawia tłustego nieestetycznego filmu na włosach. Przyjemnie dociąża włosy i skutecznie chroni końcówki przed rozdwajaniem. Dozowanie również jest dużym plusem, pompka pozwala nabrać nam idealna ilość produktu. Minusem jest jego wydajność, ale to mnie nie zniechęca.
Cena: ok.10zł/30ml Allegro

2. Wcierka Farmony Jantar

Tego produktu pewnie nikomu przedstawiać nie muszę. Baby hair pojawiły mi się już po tygodniu używania, do tego rosną jak szalone i teraz śmiesznie sterczą i tworzą drugą grzywkę (pierwszą staram się zapuścić, żeby zrównać ją kiedyś z resztą włosów, a tu druga się pojawiła... syzyfowa praca;)
Cena: ok.10zł/100ml apteka

3. Suchy olejek Nuxe Huile Prodigieuse

Mam go od niedawna, bo pojawił się w grudniowym Glossybox, ale już wiem, że zostanie ze mną na dłużej. Moje włosy po jego użyciu wyglądają pięknie: sypkie, miękkie, błyszczące. A przez 2h, przez które trzymam go na głowie, pachnie jak najdroższe perfumy. Dość intensywnie, więc nie każdemu może się spodobać. Minusem jest wysoka cena, ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić, szczególnie, że wydajność jest bardzo dobra.
Cena: ok. 45zł/50ml; ok. 65zł/100ml Allegro


1. Maskary Maybelline the Colossal Volum' Express

Posiadam wersję 100% Black i wodoodporną. Z obu jestem bardzo zadowolona. Przez dłuższy czas bałam się używać niewodoodpornych tuszy do rzęs, ponieważ mam tendencję do wzruszania się i przez to często łezka pojawia mi się w oku. Obawiałam się, że każda łza + zwykły tusz = rozmazanie. Na szczęście jednak spróbowałam i nie żałuję. Byle łza nie powoduje, że tusz spływa, a zmyć go wieczorem dużo łatwiej. Pogrubiają i wydłużają rzęsy, nie sklejają ich i wystarczy raz nałożyć.
Cena: ok. 33zł Rossmann

2. Cienie do powiek Oriflame Illuminate eye crayon i Emite Make Up Micronized eye shadow

Z Oriflame mam kolor Purple mist. Cień ma formę wysuwanego miękkiego sztyftu o delikatnej konsystencji. Na powiece ma kolor jasno różowy wpadający w fiolet, a w sztucznym świetle mieni się milionem srebrnych drobinek. Dzięki temu nadaje się zarówno na dzień i na wieczór. Drugi cień jest cieniem mineralnym, który dostałam w listopadowym Glossybox. Jest to najlepszy i jednocześnie niestety najdroższy cień jaki miałam na powiekach. Jeśli ktoś ma ochotę zaszaleć zdecydowanie go polecam. Idealny na co dzień oraz jako baza pod bardziej wieczorowy makijaż. Oba cienie są trwałe i utrzymują się przez cały dzień.
Cena: Oriflame 23zł/szt. Emite Make Up ok. 80zł/szt.

3. Eyelinery w żelu Maybelline Lasting Drama i Elite Must Have

Oba są trwałe, utrzymują się bez problemu przez cały dzień. Przy tej formie eyelinera w końcu nie mam problemu, żeby zrobić idealną kreskę. Niestety nie wiem, gdzie można dostać ten z Elite, bo dostałam go jako prezent za zakupy w Rossmanie.
Cena: ok. 24zł/szt. Natura

4. Podkład Rimmel Match Perfection

Podkład w kolorze 101 Classic Ivory. Wyrównuje koloryt, maskuje te mniej czerwone niedoskonałości, dobrze się rozsmarowuje i staje się niemal niewidoczny. Utrzymuje się cały dzień. Wygodna pompka ułatwia nam pobieranie produktu. Szklana butelka wygląda estetycznie, ale niestety nie możemy jej przeciąć i kiedy pompka już nie wydaje nam ani grama kosmetyku, widzimy, że na ściankach zostało go jeszcze na parę aplikacji. Próbowałam go przez tę wadę zmienić, ale nie znalazłam godnego następcy i wrócił do mojej kosmetyczki.
Cena: ok. 30zł/szt. drogerie

To by było wszystko. Wyszedł post tasiemiec. Nawet nie spodziewałam się, że mam tyle ulubionych kosmetyków:)

Ostatnio zdecydowałam się na zakup henny, ponieważ lubię ciemniejsze włosy niż mój naturalny kolor, a nie chcę ich niszczyć chemicznymi farbami. Koloryzację zaplanowałam na dzisiaj, więc w niedzielę możecie się spodziewać, że zamieszczę sprawozdanie z rezultatów.


Wczoraj również pracowałam nad wyglądem bloga, a szczególnie nad nagłówkiem. Jak na moje pierwsze kroki w Gimpie jestem całkiem zadowolona. Szczególnie przypadły mi do gustu te plamy po kawie. A dzisiaj google zaskoczyło mnie propozycją dołożenia śniegu, a ponieważ mamy zimę (mimo że tego nie widać) postanowiłam dołożyć tę animację.

A jak wam się podoba ten nagłówek? I jacy są wasi ulubieńcy kosmetyczni? A może zachęciłam was do wypróbowania któregoś z moich ulubieńców?

Początek...

Witam!
 
Zaczynam moją przygodę z blogowaniem, więc mam nadzieję, że będziecie dla mnie łaskawi, bo dopiero wszystkiego się uczę. Dlaczego w ogóle się na to zdecydowałam? Ponieważ chciałabym się z wami dzielić moimi pasjami, pisać wam o moich doświadczeniach oraz poznać wasze opinie na temat tego, czym się z wami dzielę. Mam nadzieję, że czasami was czymś zainspiruję, a innym razem wy namówicie mnie, abym czegoś spróbowała lub skierujecie ze złej drogi. Dzisiaj, ponieważ jest to mój pierwszy wpis pokażę wam kolaż zdjęć obrazujący, to czego możecie się spodziewać po tym blogu, czyli jakie tematy będę chciała na nim poruszać.
 
 
1. Uwielbiam koty i z pewnością będą się one pojawiały na moim blogu, a w szczególności ten czarny łobuziak.
2. Lakiery, czyli moja kolejna miłość<3
3. Od października zdecydowałam się na subskrypcję glossybox, więc co miesiąc możecie się spodziewać recenzji pudełeczka, pierwszego wrażenia, a potem mojej opinii po dłuższym stosowaniu kosmetyków z tych pudełeczek.
4. Jakby się ktoś zastanawiał, to są to ręcznie wykonane ozdoby, choinka z papieru i stroik jesienny z róż z liści klonu. Uwielbiam robić takie rzeczy i z pewnością będę pokazywała co jakiś czas, jak zrobić takie rzeczy DIY.
5. Kawa i czekoladki - tu jako symbol przyjemności i ulubionych rzeczy, czyli postaram się na koniec każdego miesiąca zrobić zestawienie takich ulubieńców, jak również tego, co zupełnie mi nie podpasowało.
6. Na zdjęciu widnieją moje nowe nabytki do pielęgnacji włosów - w moim życiu ruszyła akcja świadomej pielęgnacji włosów, ale nie tylko. Zamierzam rozpocząć poszukiwanie mojego idealnego zestawu do pielęgnacji wszystkich części ciała!
7. Temat podróży zapewne zawita w wakacje lub jeśli zbierze mi się na wspomnienia. Na zdjęciu Delfy.
8. Czasami lubię eksperymentować w kuchni, chociaż rzadko mam na to czas, ale jeśli już mi się to zdarzy i do tego wyjdzie, to nie omieszkam się tym zapewne pochwalić :)
9. Moja niecała kolekcja "Czterech kątów". Dekoracja wnętrz jest powiązana z moją miłością do DIY. Niech was nie zwiedzie numer 9 na tej liście, na pewno inspiracjami wnętrzarskimi będę was zasypywać częściej niż moimi eksperymentami kulinarnymi.
10. Robienie zdjęć kwiatom i różnym pięknym roślinkom, to wspaniale odprężające zajęcie. Możliwe, że w tym roku także ponudzę was ich nazwami, bo będę musiała niestety, a może "stety" dość dobrze się na nich znać. Zarówno na wyglądzie np. sproszkowanego korzenia, jak również jego właściwościach leczniczych.

Na kolażu zabrakło książek, filmów, czegoś symbolizującego zupełnie nieprzewidziane tematy i pewnie wielu innych dziwnych rzeczy, które moja głowa jest w stanie wymyślić. Nie bądźcie jednak przerażeni. Zapewne głównie skupię się na kosmetykach i pięknych wnętrzach oraz praktycznych poradach.
Do zobaczenia już niedługo!