Niedziela dla włosów(3)


Dzisiejsza niedziela dla włosów w zasadzie jest bardziej zapowiedzią mojej pielęgnacji, której zamierzam się trzymać przez cały miesiąc, ponieważ biorę udział w akcji "marzec miesiącem olejowania: organizowanej przez Anwen. Bohaterem tego miesiąca będzie olejek Babydream fur Mama.

 
Będę go nakładać na włosy przed każdym myciem, czyli zazwyczaj co 2 dni. Oczywiście dopuszczam, że mogę nie mieć danego dnia zupełnie czasu na olejowanie, a włosy będę musiała umyć, więc mogą zdarzyć się drobne odstępstwa od powyższej reguły, ale generalnie zamierzam jej przestrzegać.
 
Olejek zamierzam trzymać 1-2h, a potem na 15-30min nakładać maseczkę Biovax do włosów ciemnych. Będę myła włosy Ziajką i raz w tygodniu szamponem z SLS. Następnie nałożę odżywkę Nivea Long Repair lub Garnier z olejkiem z awokado i masłem karite. Spłuczę włosy chłodną wodą i być może czasami użyję płukanki malinowej z Yves Rocher. Na koniec zabezpieczę końcówki CHI lub serum wzmacniającym A+E z Biovaxu. Dodam jeszcze, że został mi ostatni miesiąc(z 3) suplementacji inneov.
 
Taką niedzielę zafundowałam moim włosom wczoraj(użyłam produktów pogrubionych). W zasadzie jedyną nowością, której działania na moje włosy nie znam, to właśnie olejek BD i w marcu nie zamierzam wprowadzać nic nowego, żeby zobaczyć, co zdziała u mnie ten olejek i z taką częstotliwością, której jeszcze nie próbowałam.
 


 
A tak w prezentują się moje włosy po niedzieli dla włosów. Jest to też zdjęcie przed akcją, do którego wrócę po miesiącu. Zamierzam skrócić trochę końcówki (ok.2cm), bo niektórym należy się już emerytura, ale myślę, że nie powinno to za bardzo wpłynąć na efekty.



Nivea prosto z reklamy

Zadaniem reklamy jest zachęcenie nas do zakupienia konkretnego produktu. Najczęściej jednak reklamy działają nam nerwy, a szczególnie, kiedy ich długość to w sumie 1/3 filmu. Niektóre nas bawią, a inne po prostu zapadają w pamięci. W każdym razie zazwyczaj spełniają swoją rolę, bo nieświadomie sięgamy chętniej po reklamowane rzeczy, niż po te, które widzimy pierwszy raz na oczy.

Reklama produktu, o którym dzisiaj chcę napisać, zadziałała na moją wyobraźnię. Zobaczyłam, jak moje wieczory, kiedy jestem baaardzo zmęczona, stają się dużo przyjemniejsze i produkt ten pozwala mi szybciej wskoczyć do łóżka, a rankiem, kiedy (znowu!) jestem spóźniona nie muszę czekać z ubieraniem się aż się wchłonie. O jakim produkcie mowa? Oczywiście o balsamie pod prysznic Nivea. Czy spełnił moje wyobrażenia? Przekonajmy się :-)


Pierwsze, co mogę o tym balsamie napisać, to na pewno to, że jest bardzo wygodny w użyciu i dla leniuchów takich, jak ja, sprawdza się idealnie. Po umyciu się żelem, kiedy na włosach cały czas leży odżywka, zakręcam na chwilę wodę i rozpoczynam smarowanie. Nie trwa to dłużej niż pół minuty. Naprawdę! Ręka z balsamem sunie po mokrej skórze, jak łyżwy po lodzie ;-) Kiedy użyłam go po raz pierwszy myślałam, że nic na mojej skórze nie zostaje, a wszystko spływa razem z kroplami wody. Bardzo się jednak myliłam. Spłukałam ciało wodą, tak jak zaleca producent i jakie było moje zdziwienie, kiedy woda spływała po mnie jakbym była otoczona jakąś ochronną warstwą. Mimo dłuższego przebywania w strumieniach wody (bo trzeba jeszcze spłukać odżywkę i pochlapać włosy płukanką octową), nic się w tej kwestii nie zmieniało. Po wytarciu się ręcznikiem skóra była miękka i nawilżona, lepiej niż po niejednym klasycznym balsamie. Nie musiałam też czekać aż się wchłonie i mogłam od razu się ubrać bez obawy, że cały kosmetyk wchłonie się w ubranie, a nie we mnie.

Pierwsze wrażenie było zdecydowanie pozytywne. Moja skóra należy jednak do grupy bardzo suchych i potrzebujących nawilżenia. Wiele balsamów na początku daje uczucie świetnego nawilżenia, ale na dłuższą metę mojej skórze to nie wystarcza. Niestety tak było i w tym przypadku. Mimo tego, że używałam go codziennie wieczorem, to po tygodniu zaczęłam się "sypać". Balsam jest jednak przeznaczony do skóry suchej i w zasadzie nie mam mu za złe, że nie dał sobie rady z moją skórą. Poza tym prysznic biorę zazwyczaj co drugi dzień, więc używanie tylko jego byłoby zupełną głupotą. Sprawdza się za to bardzo dobrze w zestawie z moją ukochaną Neutrogeną. Poza tym jest bardzo wydajny. Naprawdę niewielka ilość wystarcza, żeby posmarować całe ciało.

Podsumowanie:
Bardzo łatwy w aplikacji, wydajny, pozostawia skórę miękką i gładką. Nie trzeba czekać aż się wchłonie. Nie nadaje się, żeby używać go samodzielnie do bardzo suchej skóry. Lepiej sprawdza się w zestawie z normalnym balsamem.






Ja zaprzyjaźnię się z nim na dłużej, a wy miałyście już z nim styczność lub zamierzacie go wypróbować? Jak wasze wrażenia?