Nivea prosto z reklamy

Zadaniem reklamy jest zachęcenie nas do zakupienia konkretnego produktu. Najczęściej jednak reklamy działają nam nerwy, a szczególnie, kiedy ich długość to w sumie 1/3 filmu. Niektóre nas bawią, a inne po prostu zapadają w pamięci. W każdym razie zazwyczaj spełniają swoją rolę, bo nieświadomie sięgamy chętniej po reklamowane rzeczy, niż po te, które widzimy pierwszy raz na oczy.

Reklama produktu, o którym dzisiaj chcę napisać, zadziałała na moją wyobraźnię. Zobaczyłam, jak moje wieczory, kiedy jestem baaardzo zmęczona, stają się dużo przyjemniejsze i produkt ten pozwala mi szybciej wskoczyć do łóżka, a rankiem, kiedy (znowu!) jestem spóźniona nie muszę czekać z ubieraniem się aż się wchłonie. O jakim produkcie mowa? Oczywiście o balsamie pod prysznic Nivea. Czy spełnił moje wyobrażenia? Przekonajmy się :-)


Pierwsze, co mogę o tym balsamie napisać, to na pewno to, że jest bardzo wygodny w użyciu i dla leniuchów takich, jak ja, sprawdza się idealnie. Po umyciu się żelem, kiedy na włosach cały czas leży odżywka, zakręcam na chwilę wodę i rozpoczynam smarowanie. Nie trwa to dłużej niż pół minuty. Naprawdę! Ręka z balsamem sunie po mokrej skórze, jak łyżwy po lodzie ;-) Kiedy użyłam go po raz pierwszy myślałam, że nic na mojej skórze nie zostaje, a wszystko spływa razem z kroplami wody. Bardzo się jednak myliłam. Spłukałam ciało wodą, tak jak zaleca producent i jakie było moje zdziwienie, kiedy woda spływała po mnie jakbym była otoczona jakąś ochronną warstwą. Mimo dłuższego przebywania w strumieniach wody (bo trzeba jeszcze spłukać odżywkę i pochlapać włosy płukanką octową), nic się w tej kwestii nie zmieniało. Po wytarciu się ręcznikiem skóra była miękka i nawilżona, lepiej niż po niejednym klasycznym balsamie. Nie musiałam też czekać aż się wchłonie i mogłam od razu się ubrać bez obawy, że cały kosmetyk wchłonie się w ubranie, a nie we mnie.

Pierwsze wrażenie było zdecydowanie pozytywne. Moja skóra należy jednak do grupy bardzo suchych i potrzebujących nawilżenia. Wiele balsamów na początku daje uczucie świetnego nawilżenia, ale na dłuższą metę mojej skórze to nie wystarcza. Niestety tak było i w tym przypadku. Mimo tego, że używałam go codziennie wieczorem, to po tygodniu zaczęłam się "sypać". Balsam jest jednak przeznaczony do skóry suchej i w zasadzie nie mam mu za złe, że nie dał sobie rady z moją skórą. Poza tym prysznic biorę zazwyczaj co drugi dzień, więc używanie tylko jego byłoby zupełną głupotą. Sprawdza się za to bardzo dobrze w zestawie z moją ukochaną Neutrogeną. Poza tym jest bardzo wydajny. Naprawdę niewielka ilość wystarcza, żeby posmarować całe ciało.

Podsumowanie:
Bardzo łatwy w aplikacji, wydajny, pozostawia skórę miękką i gładką. Nie trzeba czekać aż się wchłonie. Nie nadaje się, żeby używać go samodzielnie do bardzo suchej skóry. Lepiej sprawdza się w zestawie z normalnym balsamem.






Ja zaprzyjaźnię się z nim na dłużej, a wy miałyście już z nim styczność lub zamierzacie go wypróbować? Jak wasze wrażenia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz