"50 twarzy Greya" | Zabrakło fajerwerków

Moja przygoda z Greyem rozpoczęła się ponad dwa lata temu. Na początku bardzo się opierałam, bo nie chciałam czytać tego, co czytają wszyscy. Książka budziła jednak tak skrajne emocje wśród znajomych na studiach, że postanowiłam wyrobić sobie własną opinię. Mnie się spodobała. Może nie jest to wyszukana literatura, ale łatwo się ją czyta i mam wrażenie, że jej sukces tkwi w tym, że wiele z nas chciałoby spotkać takiego nieprzyzwoicie bogatego przystojnego mężczyznę i uzdrowić jego duszę. Może nie marzymy o tym na co dzień, ale nie miałybyśmy nic przeciwko, gdyby to spotkało właśnie nas. Jeśli się mylę, to mnie poprawcie.


Film tak samo jak książka jednym się podoba, a inni uważają go za porażkę. Ja jestem gdzieś tak po środku.

Początek, to dla mnie zdecydowanie słabsza część. Wiele scen jest naprawdę bardzo zabawnych, co teoretycznie powinno być plusem, ale dla mnie było parodią książki. Poza tym to, co sprawdzało się w książce, czyli np. przygryzanie wargi, w filmie wypadło bardzo nienaturalnie.

Zanim obejrzałam "50 twarzy Greya" byłam sceptycznie nastawiona do aktorów, a szczególnie do niego. Mimo że przystojny, to brakowało mi tej iskierki, tego czegoś, co pociąga w mężczyźnie. To tylko moja subiektywna opinia ;) W trakcie oglądania jednak się do niego przekonałam. Za to nie przekonała mnie do końca ona. Wydaje mi się, że była za bardzo zagubiona w czasoprzestrzeni. Z drugiej strony Anastasia taka była, więc może po prostu się czepiam.

Nie zgadzam się z opinią, że nie ma scen erotycznych. Są. Może nie zostało pokazane więcej niż możemy zobaczyć w innych filmach, ale były to bardzo intymne zbliżenia. Moim zdaniem bardzo trudne do zagrania nawet dla aktora. Między parą głównych bohaterów nie czułam niestety takich emocji, jakie powinnam, znowu nie było tej iskierki. Z drugiej strony ciężko było mi się skupić przez ludzi, którzy nie dorośli do oglądania takich filmów. Na pewno obejrzę go jeszcze raz, ale tym razem w domowym zaciszu.

Ta recenzja, jeśli tak ją można nazwać, to tak naprawdę zbiór kilku moich spostrzeżeń na temat spraw, na które zwróciłam uwagę. Wydaje mi się, że film łatwiej ogląda się tym, którzy przeczytali książkę. Uczucia bohaterów stają się wtedy bardziej klarowne. Zachęcam do obejrzenia, ponieważ warto mieć swoją własną opinię.

Widzieliście już "50 twarzy Greya", czy dopiero zamierzacie obejrzeć? Jak się wam podoba Jamie Dornan w głównej roli?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz